czwartek, 30 kwietnia 2015

Wywiad z Michałem Gołkowskim


    Z  okazji premiery najnowszej książki Michała Gołkowskiego "Sztywny", w ramach współpracy z wortalem Nastek.pl, zadaliśmy autorowi kilka pytań, z których można dowiedzieć się nieco o genezie książki, a przede wszystkim o tytułowym bohaterze. Gorąco zapraszamy do lektury ;)

 

1.Skąd pomysł aby do niebezpiecznej Zony wprowadzić zwykłego dresiarza ?
Bandyci są pierwszymi nie-stalkerami jakich spotykamy zaczynając grę, więc dla mnie w dużej mierze zdefiniowali samą istotę S.T.A.L.K.E.R.a – Kordon to moja absolutnie ulubiona lokacja, tam wszystko się dopiero zaczyna, tyle możliwości, tyle chęci i... i wszystko tak cholernie trudne! Nie dało się tego po prostu *nie* zrobić – nikt dotąd nie pisał o bandytach w tym ujęciu, nikt nie próbował pokazać ich jako prawdziwych szumowin tej ziemi, drani i sukinsynów... A taki właśnie jest Sztywny i jego ziomale.

2. Skąd pomysł na ksywkę " Sztywny" ?
Od ksywki właśnie się wszystko zaczęło. Przyśnił mi się stalker o ksywie ‘Sztywny”, tak naprawdę jest to i przyczyna, i rezultat całej tej książki, swoiste credo tekstu. Patrzysz na tytuł – i od razu wiesz o czym będzie w środku... Albo i nie :D

3.Czy ilość wulgaryzmów w pana przekonaniu wpłynie na przyjemność czytania i odda charakter książki ? Czy ich sporo liczba jest rzeczywiście potrzebna ?
Czy wpłynie na poziom przyjemności – nie wiem. Nie o tym myślałem, gdy Sztywny ruga się ze Strusiem, albo kiedy wrzeszczy i piekli się pod drzwiami Oksany... Bez nich ten bohater byłby... byłby tylko farbą drukarską na papierze. Byłby płaski, nieprawdziwy. A tak – Sztywny jest draniem z krwi i kości, oraz sporej ilości chrząstki i ciał jamistych :) Nie dało się inaczej, ten typ tak ma.

4. Jakie były inne koncepcje na głównego bohatera, które przegrały w ostatecznym rozrachunku ?
Nie było żadnych :D Sztywny od samego początku miał być – no, miał być właśnie Sztywnym. To z założenia była książka o nim i dla niego, takie wielkie, rozbudowane epitafium na kolejnym nagrobku, który w przeciwnym razie pozostałby bezimienny. Takie wielkie postmortem i premortem w jednym :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz