piątek, 28 sierpnia 2015

Spotkanie z Robertem J. Szmidtem i premiera „Otchłani” – relacja

     Wczoraj swoją premierę miała kolejna książką z Uniwersum Metra i już druga, której akcja rozgrywa się w naszym rodzinnym kraju. „Otchłań” Roberta J. Szmidta, bo to o niej mowa, jest także kolejną książką, w której autor niszczy swoje rodzinne miasto. Nie trzeba było mnie długo zachęcać do sięgnięcia po ten tytuł, jak i do udziału w kolejnym spotkaniu z autorem. Pamiętając o pozytywnych wrażeniach jakie dotyczyły premierze „Szczurów Wrocławia” wyruszyłam do wrocławskiej renomy żądna „powtórki z rozrywki”. I oczywiście się nie zawiodłam. Serdecznie zapraszam do lektury relacji ze spotkania.


      Wizja Wrocławia dwadzieścia lat po wojnie nuklearnej przyciągnęła sporą liczbę fanów twórczości pana Szmidta do Renomy. Szybko zabrakło miejsc siedzących, jednak nikogo to nie zrażało i następna godzina upłynęła zanim zdążyłam się obejrzeć. Wywiad jak nie trudno się domyślić rozpoczął się od pytań, skąd w ogóle wziął się pomysł na napisanie powieści w Uniwersum Metro. Fakt iż pomysł na książkę pojawił się na długo przed propozycją od wydawnictwa Insignis i jedynie został zmodyfikowany tak, żeby wpasował się w ramy Uniwersum, pozytywnie mnie zaskoczył. Niechęć do pozycji pisanych na zamówienie, może jest nieco irracjonalna, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że książki pisane pod czyjeś dyktando zawsze będą gorsze od tych, gdzie pomysł wychodzi od samego autora. Kolejną ciekawą informacją, w szczególności dla pisarzy, którzy zechcą spróbować swoich sił w stworzeniu osadzonym w Uniwersum Metro jest to iż nie trzeba spełniać jakiś wygórowanych wymagań, a jego twórca Dmitrym Glukhovskym „wymusza jedynie” określone ramy czasowe (2033 w tytule zobowiązuje, prawda? ;)) i nie wprowadzanie wątków fantasy. Oczywiście nie obywa się bez przesyłania materiałów na temat tytułu, ogólnej koncepcji i fragmentów dzieła, które ma zagościć w serii.


Jeszcze nie wybiła 18, a już powoli zaczęło brakować miejsc. Później było jeszcze ciekawiej. Fani przybywają!


      Zbieranie materiałów do „Otchłani” opisywane przez p. Roberta jawiło mi się niczym przygoda, wiadomo, że postapokalipsa opiera się na głównie na fikcji, ale nikt nie zaprzeczy temu, że pod Wrocławiem ciągną się całe kilometry kanałów. Fakt, że większość opisywanych w książce miejsc istnieje naprawdę sprawia, że podczas lektury towarzyszy dodatkowy dreszczyk emocji. Choć autor zdecydowanie odradza wyprawy śladami bohaterów. Opisywane miejsca istnieją naprawdę, ale niekoniecznie znajdują się tam, gdzie zostały umiejscowione w „Otchłani”, nie wszystkie informacje są bowiem jawne i mogły zostać w książce wiernie odwzorowane. Z resztą, jak wspomniał p. Szmidt podczas takiej wyprawy kanałami „można zginąć, więc nie warto się tam pchać”.


„-Skąd zamiłowanie do niszczenia Wrocławia?
-Bo to moje miasto. Co mam niszczyć?”

      Kolejnym ważnym pytaniem było, dlaczego to właśnie Sky Tower pełni tak ważną rolę w „Otchłani”. Odpowiedź okazała się bardzo prosta, jest to punkt charakterystyczny widoczny praktycznie z każdego miejsca we Wrocławiu. W świecie, w którym przemieszczanie się w zniszczonym, pełnym mutantów mieście, dodatkowo stanowi wyzwanie samo w sobie, taki punkt zyskuje dodatkowe znaczenie. Następnie wywiązała się dość ciekawa dyskusja na temat zniszczenia centrum Wrocławia i sposobów w jaki można zrzucić bombę w zależności od tego czy chcemy skazić jak największy obszar, czy tez zadać jak największe straty w ludności. Jak już wspominałam na początku p. Szmidt niszczy Wrocław już po raz trzeci, wcześniej miasto spotkała zagłada w ” Apokalipsie według pana Jana” oraz na łamach „Szczurów Wrocławia”. Mimo tego iż miasto cierpi już w trzeciej książce napisanej przez Roberta Szmidta nie można narzekać na wtórność. Za każdym razem mamy do czynienia z inną sytuacją, innym zagrożeniem, a tym samym inne miejsca są bezpieczne i inne tereny miasta oglądamy oczami bohaterów. Jednak jak przyznał autor powoli kończy mu się pole do manewru. Czy to oznacza, że niedługo inne miasta padną ofiarą Roberta Szmidta? Zapewne niedługo się przekonamy.



Długa kolejka....



...i jeszcze dłuższa...



... by wreszcie zdobyć upragniony autograf!

      Wśród pytań od fanów nie zabrakło tych na temat filmowej czy tez growej adaptacji, którejś z książek. Przy czym na ta drugą autor jak najbardziej by się cieszył. Jak przyznał swoją przygodę z Uniwersum Metro rozpoczął właśnie od gier. Nie obyło się też bez tradycyjnych rad, dla początkujących pisarzy, co w tym przypadku, chyba nikogo nie będzie dziwić, biorąc pod uwagę fenomen wydawanych w Uniwersum zbiorów opowiadań pisanych, właśnie przez amatorów.


My także musimy się pochwalić! Oczywiście niedługo recenzje wszystkich tych książek zagoszczą na KZTK!


      Nie obyło się bez obowiązkowej kolejki po autograf, a biorąc pod uwagę, że zebrało się około 100 osób, była ona naprawdę długa. Także i ja zabrałam panu Robertowi chwilę, czego wyniki możecie zobaczyć na powyższych zdjęciach. Na tym oczywiście nie koniec, już teraz mogę Wam obiecać, że niedługo na KZTK będziecie mogli przeczytać wywiad z Robertem J. Szmidtem. Tak więc pozostańcie z nami i nie przegapcie następnej okazji do spotkania z autorem. Naprawdę warto się wybrać.

Andromeda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz